Pan Bóg wpisał nas w historię Domowego Kościoła

Dzięki Panu Bogu mam już 83 lata, a moja ukochana żona Daniela niedawno ukończyła 80 lat. Oboje wywodzimy się z religijnych rodzin.

Dnia 13 czerwca 1940 roku w kościele p.w. św. Piotra i Pawła w Suchowoli przyjąłem Pierwszą Komunię Świętą, chociaż nie miałem jeszcze dziewięciu lat. Była bowiem obawa, że pod okupacją sowiecką mogą zamykać świątynie, zwłaszcza katolickie. Po ukończeniu szkoły zawodowej opuściłem rodzinę i z kolegami podjąłem prace w Świdniku k/Lublina. Po szkole średniej i wyższej technicznej w Szczecinie oraz Lublinie w tym ostatnim mieście poznałem Danielę.

Kilka lat narzeczeństwa poprzedziło zawarcie przez nas sakramentu małżeństwa w 1964 roku w Ostrowie Lubelskim.
Zawsze uważałem się za osobę wierzącą, chociaż w okresie młodzieńczym miałem trudności z wiarą. W miarę regularnie uczestniczyłem we Mszy św., jednak często bez przyjmowania Komunii św. Czasami do kościoła chodziłem „nogami”- bez większego zaangażowania, choć lubiłem śpiewać. Nieraz w małżeństwie miewaliśmy tzw. ciche dni i moja mama dostrzegając to prosiła mnie o pogodzenie się z żoną. Modliła się nawet w tej intencji.

Wezwanie i wzrastanie w Panu
Po dwunastu latach małżeństwa, w roku 1976, spotkałem p. Stefana Ogrodnika wracającego, z córką Jagodą, ze Mszy św. z kościoła na Poczekajce. Zaproponował mi spotkania raz w miesiącu w kręgu Domowego Kościoła Ruchu Światło-Życie. Okazało się, że był to historyczny już, pierwszy krąg w Lublinie i na Poczekajce. Nasze wprowadzające spotkanie odbyło się u p. Ogrodników (późniejszej pary filialnej w kręgu centralnym) w obecności o. Józefa Kapery. Następnych kilka spotkań kręgu odbyło się także w domu p. Elżbiety i Stefana. Pamiętam, że uczestniczyli w nich p. Izabela i Jerzy Bartmińscy, p. Barbara i Kazimierz Wójcikowie. Były też małżeństwa słabo widzące, których nazwisk już nie pamiętam.

Początkowo miałem pewne trudności, opory wobec tego rodzaju spotkań. Bałem się, czy to nie jest jakaś sekta, a i moja mama mnie przed tym ostrzegała. Mimo początkowych obaw razem z żoną uczestniczyliśmy w spotkaniach kręgu. Poszerzało się grono naszych znajomych. Mieliśmy też szczęście poznać Założyciela - ks. Franciszka Blachnickiego, siostrę Jadwigę Skudro i ks. Wojciecha Danielskiego. Czasami spotkania odbywały się przy dawnej ul. Armii Ludowej na Sławinku. Uczestniczyli w nich ludzie młodzi oraz „ciocia” Maria Starnawska, która włożyła wiele wysiłku, żeby skierować mnie i żonę na III-cią Krajową Kongregację Odpowiedzialnych Ruchu Światło-Życie w Niepokalanowie – w dniach 3-5 marca 1978 roku. Jej tematem była ewangelizacja wg Adhortacji Apostolskiej Pawła VI „EVANGELII NUNTIANDI”. Kongregację prowadził ks. Franciszek Blachnicki i ks. Wojciech Danielski, a biskup Błaszkiewicz i biskup Miziołek występowali jako przedstawiciele Episkopatu Polski. Uczestniczyło w niej bardzo wielu przedstawicieli Ruchu Światło-Życie, dużo księży, sióstr zakonnych, ludzi zaangażowanych w to dzieło. Pamiętam, że tam poznaliśmy ks. Zdzisława Ciżmińskiego, który zaproponował wspólne przeprowadzenie Oazy w Łabuniach czy Klemensowie. Bardzo głęboko przeżyliśmy tę KK0.

Ja chyba jeszcze bardziej niż żona, ponieważ w drodze powrotnej już prowadziłem spontaniczną ewangelizację w pociągu – co do dzisiaj Daniela mi wypomina. KK0 w Niepokalanowie bardzo nas zmobilizowało do dalszej pracy w tym zakresie. Opowiedziałem też o wszystkim kolegom Kazimierzowi Sasakowi i Adamowi Gładyszowi. Zapewniałem ich, że powstanie wiele kręgów, a oni będą animatorami i tak się stało. Obaj niestety są już u Pana!

Po powrocie z III-ciej KK0 oraz dalszej formacji na Oazie rekolekcyjnej w Krościenku (16-30 lipca 1978 r.) zostaliśmy parą animatorska swojego kręgu. Po kilku latach powołano nas do posługi w charakterze pary rejonowej. Ja pełniłem też funkcję członka Diakonii Słowa i Diakonii Finansowej. Musieliśmy radzić sobie z szykanami ówczesnych komunistycznych władz. W modlitewnej pamięci zachowałem arcybiskupa Ignacego Tokarczuka, który bronił nas i odwiedzał w czasie rekolekcji. Pamiętam, jak ks. Blachnickiemu odmówiono przydziału na opał dla siedziby Ruchu w Krościenku. Wtedy z całej Polski małymi paczkami ludzie spontanicznie zaczęli przesyłać węgiel, aż władze, zaalarmowane przez pocztowców, przyznały stosowny deputat opałowy.
Jedną z form szykan było też nakładanie wysokich mandatów na tych gospodarzy, którzy nieodpłatnie przyjmowali u siebie młodzież oazową. Z ramienia Diakonii Finansowej przesyłałem dobrowolne składki członków Ruchu w celu pokrycia tych niesprawiedliwych obciążeń pieniężnych.

W latach 1985-1988 ja i Daniela pełniliśmy posługę w charakterze pary diecezjalnej. Przez lata braliśmy udział w licznych dziełach formacyjnych tak w charakterze uczestników jak i prowadzących.

Owoce Łask
Pod wpływem duchowości Domowego Kościoła w 1978 roku, przed ks. Blachnickim, na 25 lat publicznie podczas Eucharystii w kaplicy w Krościenku staliśmy się z żoną członkami Krucjaty Wyzwolenia Człowieka (od nałogów – zwłaszcza alkoholu). Po latach Daniela, dzięki zaproszeniu p. Elżbiety Ogrodnik, uczestniczyła w uroczystościach przeniesienia ciała Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego z Carlsbergu do Krościenka, gdzie spoczął w sarkofagu, na którym umieszczono drzewo – symbol Ruchu Światło-Życie. Główne uroczystości miały miejsce w Centrum. Po procesyjnym przeniesieniu Założyciela została odprawiona uroczysta Msza św. - w dolnym kościele przy figurze Matki Bożej.

Dzięki błogosławionemu trwaniu w Domowym Kościele zmieniło się nie tylko nasze życie towarzyskie. Przemianę przeszła też rodzina i my sami. Inaczej przeżywaliśmy Mszę św., nie było „cichych dni” miedzy nami, dzieci uczestniczyły w Oazach.
Spotkanie - dialog małżeński spowodował pogłębienie relacji i po latach doprowadził do najwyższego stopnia komunikacji – przejrzystości i zjednoczenia dusz. Przykład naszego pożycia promieniował na innych. Sprawił też, że nasi synowie założyli szczęśliwe rodziny, a wnuki wzrastają w duchowości Domowego Kościoła. Zdrowie już nie pozwala nam czynnie uczestniczyć w działaniach kręgu, ale nadal realizujemy zobowiązania.
Wielbimy Pana Boga, że skierował nas na tę drogę i nadal nam błogosławi.

Daniela i Teodor Bielscy