Przemówienie w Namiocie Światła - 29.VII.1973

Przemówienie w Namiocie Światła w Krościenku do zgromadzonych tam uczestników oaz dla dorosłych po trwającej niemal cały dzień wizycie w poszczególnych oazach, o formacji apostołów świeckich.

 

Widzę, że wam się tu dobrze powodzi. Nic nie można powiedzieć: śpiewacie sobie, namiot macie nad głową, deszcz nie pada... ale wiatr wieje. Ale jak się więcej ludzi zbierze, to nawet można by tu nocować.

To, co miałem powiedzieć, to już powiedziałem w poszczególnych grupach, częściowo w kościele. Mogę dorzucić najwyżej, nawiązując do słów ks. Profesora powiedzianych na początku, że sprawa formacji laikatu, apostołów świeckich, jest sprawą ogromnej wagi w całym Kościele. Oczywiście, że jest sprawą ogromnej wagi w Polsce. Ponieważ my w Polsce nie mamy środków, tych środków trzeba szukać. Są środki zwyczajne, powszechne, duszpasterstwo parafialne. Ale ono stwarza też zwyczajne tylko efekty, zwyczajne skutki. Natomiast to, czego od nas wymaga dzisiaj Chrystus w tej epoce życia Kościoła w Polsce, domaga się pewnych nadzwyczajnych wysiłków i nadzwyczajnych postaw. Dlatego też trzeba i do tego formacji dodatkowej. Stąd bardzo cenne jest wszystko to, co się czyni, ażeby wypracować pewne metody formacji świeckich, formacji apostolstwa świeckich, pewną szkołę apostolską. To jest to, co chciałem tutaj dopowiedzieć nawiązując do słowa, które usłyszałem.

A poza tym ks. Profesor mówił już przedtem, że to jest oaza ludzi starszych, przeważnie ludzi starszych. Pomyślałem sobie: pojadę do Krościenka, żeby trochę odmłodzić tę oazę. Przyjeżdżam tu do Krościenka i patrzę, że mam poważną konkurencję. Tak poważną, jakiej jeszcze nigdy nie miałem. Wobec tego wszystko jest w porządku. Istotnie, jest to oaza ludzi starszych, bodajby się tacy na kamieniu rodzili. I myślę, że to już wystarczy.

Mam nadzieję, że sobie tutaj poradzicie tak jakeście sobie dotąd poradzili przez dwa turnusy, poradzicie sobie i w trzecim. A jak Pan Bóg pozwoli, to po trzecim się jeszcze spotkamy, kto wie gdzie tam. Jeżeli poszukacie jakiejś góry, to niech to będzie góra powyżej tysiąca metrów, bo poniżej, to szkoda chodzić.

Myślę, że to co powiedzieliśmy, to wystarczy. A zresztą mówiły tutaj za siebie wydarzenia: spotkanie rano, i to miejsce, i napisy, i nawet ten żyrandol apokaliptyczny, no i piosenki, które mają też swoją treść, swoją wymowę myślową, i cały nastrój tego spotkania.

Życzę wam, ażebyście zabrali stąd jak najwięcej dóbr, które spływają do duszy człowieka, i żeby wam to pomogło przez cały rok. I żebyście z kolei wy mogli promieniować tym dobrem, które tutaj w was wpromieniowało. Szczęść Boże!

[Ks. F. Blachnicki, Godziny Taboru. Carlsberg-Lublin 1989, s. 52.
Pobrane z: http://ikaku.fm.interia.pl/jpprzew.html ; Irena Kucharska]