Spotkanie

Moderator Ruchu Światło–Życie nie przyjął niepełnosprawnej Agnieszki na oazę trzeciego stopnia. Oboje przeżyli szok, 
gdy nieoczekiwanie kilka tygodni później spotkali się jako uczestnicy na rekolekcjach. – To była dla mnie terapia przygotowana przez Boga – mówi ks. Dariusz Niewiński. 

Historia zaczęła się niedługo przed wakacjami, kiedy to w diecezji łomżyńskiej ruszyły zapisy na wakacyjne rekolekcje oazowe. 


Prolog


Od jakiegoś czasu działa tam elektroniczny system takich zapisów. – Korzystając z tego programu, każdy w dowolnym miejscu i czasie może zgłosić chęć wyjazdu na rekolekcje. Jako moderator mam do niego dostęp, mają go również moderatorzy w parafiach. Gdy zgłaszają się poszczególne osoby, nawiązujemy z nimi kontakt – opowiada ks. Dariusz Niewiński. Taką drogą na Oazę Nowego Życia trzeciego stopnia, którą diecezja łomżyńska organizowała w Wilnie, zapisała się Agnieszka Bal z Warszawy, 24-letnia studentka politologii. Jej zgłoszenie zostało wstępnie zaakceptowane. Jednak wkrótce zgoda na wyjazd została cofnięta. – W przypadku osób spoza naszej diecezji prosimy o opinię moderatora albo animatora grupy – wyjaśnia ks. Darek, który za oazę w diecezji łomżyńskiej odpowiada od prawie trzech lat. – Taką opinię nadesłała animatorka Agnieszki. Opisała dziewczynę jako bardzo uduchowioną, zaangażowaną w życie oazy w diecezji i we wspólnocie akademickiej.

Opisała też jej sytuację zdrowotną i to mnie właśnie tak zszokowało – wspomina kapłan. – Dziewczyna na wózku inwalidzkim. Z dziecięcym porażeniem mózgowym. Mająca trudności z mówieniem, jedzeniem, podstawowymi czynnościami. Komunikuje się za pomocą tablicy z literami, którą trzyma na kolanach. Łokciem pokazuje litery, które trzeba składać w wyrazy. Krótko mówiąc: całkowicie niesamodzielna. Sądziłem, że taka osoba będzie dużym obciążeniem dla pozostałych uczestników, a i jej będzie trudno. Wszyscy się nią zajmą i „rozwali” nam rekolekcje. Pomyślałem, że po trzecim stopniu ci ludzie mają być animatorami. Mają być takimi „komandosami” w Kościele. Nie mieściło mi się w głowie, że takie zadania może spełniać osoba niepełnosprawna – tłumaczy ks. Niewiński.
 Razem z moderatorem, który miał prowadzić oazę w Wilnie, postanowili, że nie przyjmą niepełnosprawnej dziewczyny. Skontaktował się jej mamą i poinformował o tej decyzji. Szybko zapomniał o Agnieszce Bal, której nawet nie widział. 


Kilka tygodni później 


Ksiądz Dariusz Niewiński został odpowiedzialnym za oazę, mimo że nie wyrastał w tym ruchu. Poznał go dopiero jako ksiądz, którym został osiem lat temu. Skorzystał z zachęty, żeby przejść drogę formacyjną. Już jako moderator diecezjalny pojechał jako uczestnik na rekolekcje pierwszego stopnia. W ubiegłym roku był na drugim stopniu. A w sierpniu przyszła pora na trzeci stopień w Przemyślu. 
– Gdy przyjechałem na rekolekcje w Collegium Marianum, Centrum Ruchu Światło–Życie diecezji przemyskiej, zobaczyłem, że przed wejściem na wózku inwalidzkim siedzi niepełnosprawna dziewczyna. Nie wiem skąd, ale od razu wiedziałem, że to Agnieszka. Nigdy jej nie widziałem – wspomina ks. Darek. – Kiedy się upewniłem, że to ona, ręce mi opadły. Zrobiłem wszystko, żeby nie pojechała z naszą diecezją, a w końcu wylądowaliśmy razem na rekolekcjach. W dodatku zamieszkała w pokoju naprzeciwko mojego. Pomyślałem ze złością, że jako sąsiad będę musiał ją wszędzie targać razem z tym wózkiem – opowiada. 
Postanowił sprawić, żeby Agnieszkę odesłano do domu. Wtedy Barbara i Czesław Kwolkowie, którzy razem z księdzem prowadzili rekolekcje, powiedzieli, że są szczęśliwi, że Agnieszka jest na oazie, że oni zabiegają o obecność niepełnosprawnych, bo takie osoby to błogosławieństwo. – Wróciłem do pokoju i modliłem się: „Panie Jezu, przemień moje serce i patrzenie na tę osobę. Uzdrów mnie albo się załamię” – opowiada kapłan. Z taką modlitwą zasnął.

Przebaczenie


Ksiądz Niewiński: – Gdy wstałem rano, poczułem trudną do opisania radość. Po jutrzni poszedłem do Agnieszki. Zapytałem, dlaczego tutaj przyjechała, jak to się stało. Ona odpowiedziała, pisząc na swojej tablicy, że nie przyjęła jej na rekolekcje diecezja łomżyńska, że ksiądz ją odrzucił. Powiedziałem jej: „Agnieszko, to ja jestem tym księdzem i bardzo cię proszę o wybaczenie”. A ona wystukała łokciem: „Wybaczam”. Gdy to zrobiła, wstąpiło we mnie nowe życie. Pan Bóg uzdrowił mój egoizm i moje serce, ale jej przebaczenie było jakby dopełnieniem w tym uzdrowieniu. Czułem w sercu, że mam jej pomagać. Szybko dostrzegłem, że tak naprawdę to Agnieszka pomaga mnie. To była taka terapia, którą Bóg nieoczekiwanie dla mnie przygotował, jeśli chodzi o patrzenie na człowieka, o miejsce ludzi niepełnosprawnych w oazie i szerzej w społeczeństwie. Na początku ta pomoc była też jakąś formą przeprosin z mojej strony, wynikała z poczucia winy. Ale szybko to zniknęło. Zacząłem uwielbiać Pana Boga w Agnieszce. Widziałem, że ona jest w stanie funkcjonować jako członek wspólnoty, podejmując w niej różnie zadania, tak jak ludzie zdrowi. Przygotowywała na przykład komentarze na Eucharystię. Z pomocą innych niosła dary. Dopiero gdy woziłem ją wózkiem po Przemyślu i zobaczyłem, jak ludzie patrzą na księdza w koloratce wiozącego niepełnosprawnego, zrozumiałem, że jeszcze kilka dni temu patrzyłem tak samo. Pan Bóg dał mi wielką łaskę oczyszczenia.


Agnieszka Bal: – Jak usłyszałam, że to ksiądz, który nie przyjął mnie na rekolekcje do Wilna, przeszły mnie ciarki. Szybko zrozumiałam, że tak naprawdę chciałam pojechać do Wilna, a nie myślałam o rekolekcjach, o tym, co Pan Bóg dla mnie przygotował. I to nie była z mojej strony właściwa motywacja. Doprowadzając do spotkania z ks. Darkiem w Przemyślu, Bóg pokazał mi, że czuwa nade mną i dobrze wie, czego mi potrzeba. Jednocześnie oczyścił mnie z żalu, jaki miałam gdzieś w sercu, że nie zobaczę Wilna, a bardzo chciałam. 


Epilog


Ksiądz Darek twierdzi, że gdyby nie Agnieszka, nie przeżyłby tak tych rekolekcji. – Pan Bóg wiedział, że takie zawstydzenie mnie jest mi potrzebne – mówi. Co ma na myśli? – Ta sytuacja pokazała mi jakiś ciemny pokoik, który mamy w Ruchu Światło–Życie, niedostępny dla niepełnosprawnych. Zobaczyłem, jakim bogactwem są ci ludzie dla całego Kościoła, jak mogą angażować się we wspólnotę, ile jej dają. Wielu kapłanów posługuje chorym i niepełnosprawnym. Ale wielu z nich, podobnie jak ja przed tą oazą, myśli, że jest na świecie pewien rodzaj specyfikacji. Jeśli są ośrodki dla niepełnosprawnych, jeśli są lekarze, wolontariusze, to niech oni się nimi zajmują, a ja nie chcę mieć z tym za wiele wspólnego. Niech rodzina przyprowadzi taką osobę do kościoła, ja jestem od odprawienia Mszy św., mogę też ewentualnie porozmawiać. Ale nie mam zamiaru bardziej się w to angażować. Ta sytuacja była mi potrzebna, żeby zejść na ziemię. Często nasza kapłańska posługa jest odrealniona. Nie mając rodziny, nie mając kontaktu na co dzień z wieloma obowiązkami życia codziennego, łatwo można zatracić wrażliwość i wyobraźnię. Nie mam takiego podejścia, że teraz po historii z Agnieszką poświęcę się tylko dla niepełnosprawnych, będę organizował rekolekcje tylko dla wózkowiczów… Ale jeśli będą zgłaszać się takie osoby na oazy, to na pewno nie będziemy ich odsyłać. Znajdę wolontariuszy, którzy pomogą przeżyć im rekolekcje, bo przekonałem się, ile oni mogą dać wspólnocie.

Mariusz Majewski, GN 37/2014
źródło: Gość Niedzielny